Cześć Miśki!
Wpadam właśnie z nowym rozdziałem.
Od dwóch tygodni nic tu nie wstawiałam, ale teraz wracam z najdłuższą notką w mojej karierze literackiej.
Można ją określić jako stosunkowo nudną, ale mnie się podoba.
Od razu mówię, że w opowiadaniu znajdują się literówki i inne tego typu badziewie, ale nie chcę mi tego sprawdzać.
Zapraszam do czytania :p
Rozdział piąty - (Nie)przyjemne wspomnienia
Jeśli ostatni dzień był ekscytujący i dziwny to kolejne noce możemy uznać za niesamowicie... nudne. Okej, zdarzyło mi się pokłócić z nauczycielem, odwiedzić dyrektora w jego gabinecie, a to wszystko przez to, że złamałam nos jakiemuś frajerowi. Oczywiście nie z mojej winy. Cienias płakał jak baba. Stop, gorzej. Jak histeryczka na widok złamanego paznokcia. Eh, nieprzyjemny widok. Nie wiem dlaczego, ale belfry wzięły jego stronę. Próbowałam im wytłumaczyć zaistniałą sytuację, ale nie... My wiemy lepiej. A przecież każda rozsądna kobieta na moim miejscu zrobiłaby to samo. On oczywiście kłamał jak z nut ale kto uwierzy siedemnastoletniej córce diabła? No właśnie... Nikt. Eh, może lepiej wam wszystko opowiem. Od początku do końca. Z każdym nawet najmniejszym szczegółem.
Tego dnia musiałam iść na lekcje. O dziwo wnerwiające duchy, straszni nieznajomi i świecący w mroku naszyjnik pomógł mi zapomnieć o grypie. Cudownie - pomyślałam z goryczą - nie dość, że przez całą noc nie spałam, to jeszcze muszę biec do ośrodka wychowawczego dla debili lub jak kto woli placówki zwanej szkołą.
Wstałam z łóżka (nawet nie wiem, kiedy się tam znalazłam) i ruszyłam w stronę szafy z ubraniami. Zegarek na biurku wskazywał 6:45. Mam jeszcze ponad godzinę do zajęć - stwierdziłam z ulgą. Co jak co, ale do więzienia miałam bardzo blisko. Oh, mama się o to postarała. Mary podczas przeprowadzki starała się wybierać stosunkowo dobry budynek, leżący gdzieś w centrum miasta. Chciała, abym miała łatwy dostęp do różnych źródeł. Nie ważne czy to były kluby,sklepy czy biblioteki. Dla mojej rodzicielki liczył się sam fakt mieszkania w takiej okolicy.
Szybko wygrzebałam z szuflady parę czarnych jeansów oraz luźną,szkarłatną tunikę, sięgającą mi do połowy ud. Po drodze do łazienki zgarnęłam również szczotkę do włosów. Po skończonej toalecie, ruszyłam do kuchni na śniadanie. Tam czekała na mnie niespodzianka.
Na stole stał bowiem duży talerzyk z naleśnikami. Obok nich stała butelka z polewą. Zdziwiłam się. Podeszłam do opisywanego przeze mnie obiektu. Obok pojemniczka z cieczą leżała karteczka z napisem
Tego dnia musiałam iść na lekcje. O dziwo wnerwiające duchy, straszni nieznajomi i świecący w mroku naszyjnik pomógł mi zapomnieć o grypie. Cudownie - pomyślałam z goryczą - nie dość, że przez całą noc nie spałam, to jeszcze muszę biec do ośrodka wychowawczego dla debili lub jak kto woli placówki zwanej szkołą.
Wstałam z łóżka (nawet nie wiem, kiedy się tam znalazłam) i ruszyłam w stronę szafy z ubraniami. Zegarek na biurku wskazywał 6:45. Mam jeszcze ponad godzinę do zajęć - stwierdziłam z ulgą. Co jak co, ale do więzienia miałam bardzo blisko. Oh, mama się o to postarała. Mary podczas przeprowadzki starała się wybierać stosunkowo dobry budynek, leżący gdzieś w centrum miasta. Chciała, abym miała łatwy dostęp do różnych źródeł. Nie ważne czy to były kluby,sklepy czy biblioteki. Dla mojej rodzicielki liczył się sam fakt mieszkania w takiej okolicy.
Szybko wygrzebałam z szuflady parę czarnych jeansów oraz luźną,szkarłatną tunikę, sięgającą mi do połowy ud. Po drodze do łazienki zgarnęłam również szczotkę do włosów. Po skończonej toalecie, ruszyłam do kuchni na śniadanie. Tam czekała na mnie niespodzianka.
Na stole stał bowiem duży talerzyk z naleśnikami. Obok nich stała butelka z polewą. Zdziwiłam się. Podeszłam do opisywanego przeze mnie obiektu. Obok pojemniczka z cieczą leżała karteczka z napisem
Przepraszam za wczoraj
Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało
Mary
Mary
Stałam zaszokowana. Od kiedy mama jest... no cóż... w miarę sympatyczna? Zawsze zapominała o wszystkim, włącznie o moich urodzinach, a teraz taki prezent? Pokręciłam głową. Mary musiała bardzo wcześnie wstać, aby to zrobić - pomyślałam z dziwnym do opisania uczuciem. Z jednej strony było mi miło, że się o mnie troszczy, a z drugiej czułam wyrzuty sumienia, ponieważ zachowywałam się dosyć wrednie w stosunku do niej. Spojrzałam na posiłek. Kobieta musiała praktycznie o świcie przejść się do sklepu po potrzebne składniki do skonstruowania takiej uczty.
Wyciągnęłam ze zmywarki widelec, po czym go opłukałam i zabrałam się do jedzenia. Polałam obwicie ciasto moim pysznym syropem i zaczęłam pałaszować w taki sposób, że aż mi się uszy trzęsły. Zastanawiałam się nad przyczyną dobroduszności Mary. Czy pojęła to , że ma tylko jedną córkę? Czyżby chciała się poprawić w byciu matką?- zadawałam sobie pytania. Wstałam od blatu i wrzuciłam naczynia do zlewu, a butelkę z polewą do lodówki. Następnie ruszyłam do drzwi wejściowych zabierając po drodze plecak. Przed odejściem popatrzyłam na zegar, który stał w kącie przedpokoju. Za dziesięć ósma - wskazywał. Z ciężkim sercem zamknęłam mieszkanie i ruszyłam podbijać nowe lądy. Idąc do szkoły rozmyślałam o siostrze mamy. Możliwe, że to ona miała wpływ na Mary. Westchnęłam.
Ostatnia przeprowadzka miała miejsce miesiąc temu, kiedy mama dowiedziała się o chorobie Sarah. Nadal pamiętam jej wyraz twarzy, w chwili gdy usłyszała wyrok dla swojej siostry. Na początku zbladła. Nie, to eufemizm. Była biała jak prześcieradło. Z szokiem patrzyła na kobietę stojącą obok niej z zatwardziałą miną. Później zrobiła się czerwona i wybuchnęła niepohamowanym płaczem. Trzęsła się jak osika, patrząc na swoją młodszą siostrzyczkę. Po chwili zgarnęła dziewczynę do siebie, trzymając ją w stalowym uścisku. Sarah po minucie odwzajemniła chwyt,po czym również zaszlochała.
Patrząc na tę scenę poczułam napływające do moich oczu łzy. Nie wyj kretynko - skarciłam się - jeszcze coś usłyszą. Stałam w przedpokoju mojego starego domu, uchylając lekko drzwi do salonu. Nie miałam prawa ich podsłuchiwać, lecz jak tylko zobaczyłam ciocię w progu naszego budynku, wiedziałam , że stało się coś złego. Miała to wypisane na twarzy. Kazała mi zawołać mamę, a sama weszła do pomieszczenia, nie przejmując się wilgotnym od deszczu odzieniem. Mary słysząc głos Sarah natychmiast zeszła na dół po schodach. Moja rodzicielka również szybko zorientowała się, co w trawie piszczy i poprosiła mnie, abym zmykała do pokoju, podczas gdy ona będzie rozmawiała z siostrą.
Szybko podjęłam decyzję i zaraz znalazłam się przed przybytkiem z którego dochodziły znane mi głosy. Nie spodziewałam się tego, co teraz usłyszałam. Myślałam, że stało się coś mniej drastycznego, np. problemy w pracy, kłótnia z koleżanką, ale nie to. Nim się spostrzegłam moja twarz zrobiła się mokra, a słone kropelki spływały mi po policzkach, powoli tworząc pode mną kałużę. Nie, ona nie może umrzeć - pomyślałam ze strachem - błagam nie.
- Czy to ostateczny wynik? - zapytała mama zachrypniętym od płaczu głosem.
Uchyliłam szerzej drzwi, chcąc uchwycić większą przestrzeń. Widziałam całe wnętrze salonu. Wyłapałam kremową sofę stojącą w centrum pokoju, biały jak śnieg puchowy dywan rozciągający się na całą długość pomieszczenia, szary stolik do kawy znajdujący się naprzeciw kanapy, a także ogromny plazmowy telewizor widniejący na fasadzie pod którym zamontowano kino domowe. Te wszystkie przedmioty okalały pomarańczowe jak zachód słońca ściany, przyciemniając wnętrze salonu.
Sarah pokiwała głową, nie ufając swojemu głosowi. Mama popatrzyła na nią zdruzgotana.
- Nie - rzekła z wyraźną mocą - to na pewno pomyłka. Lekarze muszą się mylić - dodała już ciszej.
- To nie jest żadna pomyłka! Mary czy ty w ogóle mnie słuchasz?! Byłam w szpitalu! Robiłam te wszystkie cholerne badania! Zdiagnozowali to miesiąc temu - wybuchła kobieta.
- Czekaj.... Miesiąc temu?! Ukrywałaś to wszystko cholerny miesiąc?! Co ty sobie myślisz?! - Mary spojrzała na nią gniewnie ściągając brwi.
- Musiałam się upewnić! - krzyknęła Sarah, a potem dodała szeptem - Mary... Ja umieram - ostatnie słowa powiedziała niemal bezgłośnie.
- Nie! Nie! Nie! - mama ciężko opadła na sofę, zasłaniając twarz dłońmi. Chwilę później dołączyła do niej Sarah, obejmując ją ramieniem.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała do siostry uspokajająco.
Ta scena głęboko utkwiła mi w pamięci. Często do niej wracam, przypominając sobie wszystkie detale tej rozmowy. Rozmowy, która odmieniła moje spojrzenie na świat. Jeden ruch, jeden gest wystarczy,by zniszczyć mnie - zaśmiałam się ponuro w duchu. Gdyby to trochę rozwinąć, to byłaby z tego ciekawa piosenka. Egzystencja jest za krótka, aby martwić się śmiercią, ponieważ jedna głupia decyzja ukazuje, czym się w życiu staniesz. Drapieżcą czy zwierzyną.
Moje rozmyślania przerwał nagły ruch za oknem. Widziałam parę ciemnych oczu przemykających po sylwetkach kobiet, aby następnie utkwić wzrok w mojej postaci. Co dziwne kształt za szybą wpatrywał się we mnie oceniająco, jakby wiedział coś więcej ode mnie. Zanim zdążyłam się mu się lepiej przyjrzeć, zniknął w strumieniach deszczu, zostawiając ze sobą tylko wspomnienie swojej obecności.
Z tym obrazem dotarłam na teren szkoły, zwanej także przeze mnie domem ladacznic,głupków, dziwaków,frajerów... Mam wymieniać dalej? Budynek w rzeczywistości przypominał więzienie, szara jak beton farba łuszczyła się , a następnie odrywała od ścian, w szatni malowano różne grafity, krzesła były stare i prawie się rozpadały, ławki kleiły się od gum do żucia... Jak to mówią, żyć nie umierać. Uwielbiam swój wisielczy humor - uśmiechnęłam się ponuro.
Do klasy dotarłam równo z dzwonkiem. Uczniowie na mój widok spuszczali wzrok, a nauczycielka zaś przeciwnie. Uraczyła mnie swoim znanym jadowitym spojrzeniem, ale nic nie powiedziała. Mimo wszystko nie spóźniłam się na lekcje.
Usiadłam w ostatniej ławce od strony okien. Podczas wyjątkowo nudnych zajęć, często spoglądałam na realny świat za szybą. Zazwyczaj obserwowałam ludzi śpieszących się do pracy lub dzieci ,które bawiły się na placu zabaw, podobnym do tego,jaki istnieje pod moim blokiem.
Dzieciństwo - najcudowniejszy okres w życiu. Wtedy jedynym zmartwieniem było wybranie zabawki, którą chcesz się zaopiekować. Słodkie lenistwo od rana do wieczora. Niemożliwość funkcjonowania bez słodyczy. Pobudzanie uśmiechu u sąsiadów. Śmiech wśród rodziców. Piękne czasy - pomyślałam nostalgicznie, uśmiechając się do swoich myśli.
Zaraz spoważniałam. Nie - stwierdziłam - każdy człowiek nadal jest dzieckiem. Może nie na zewnątrz, ale w głębi duszy. Każdy miewa swoje wzloty i upadki. Możliwe, że maluchy mają ich mniej, ale jednak jakieś smutki są.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie ponieść się wspomnieniom, które kiedyś paliły żywym ogniem.
Czarnowłosa dziewczynka siedziała na placu zabaw, bujając się na huśtawce. Towarzyszyła jej szczupła brunetka, mająca niewiele ponad osiem lat. Na podwórku nie było nikogo poza nimi. Brązowooka dziewczynka trajkotała właśnie o nowej lalce, którą zafundowali jej rodzice, w zamian za dobre oceny w szkole.
- I ma zestaw ubranek... I mikrofon... Bo to jest piosenkarka - powiedziało z dumą dziecko, po czym dodało, widząc obojętną minę koleżanki - Czy ty w ogóle mnie słuchasz?
- Co? Ah, przepraszam... Zamyśliłam się.
- Właśnie widzę. O czym tak myślisz? - zapytała z zainteresowaniem Emily Rich, która była najlepszą przyjaciółką Ellie, a zarazem jedyną osobą, przy której dziewczyna się otwierała.
- Jak uważasz, co czeka nas po śmierci? Czy spotkamy się z najbliższymi? Czy czeka nas wieczne potępienie? A może zostaniemy na ziemi, błąkając się bez celu? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi - wymamrotała czarnowłosa ze smutkiem. Brunetka patrzyła na nią ze zdumieniem, a następnie zastanowiła się nad słowami znajomej.
- Mamusia mówi, że źli ludzie idą do Piekła. A my jesteśmy dobre, więc zajdziemy do Nieba. Do babci i dziadka - dziewczynka uśmiechnęła się z rozmarzona - I tam będzie dużo czekolady.. I pegazy... I białe jednorożce - spojrzała na koleżankę - Zawsze chciałam mieć swojego magicznego konika. A ty?
Ellie przez chwilę milczała, a potem wyszeptała:
-Nie.
-Nie? - To jedno krótkie słowo wstrząsnęło Emily - Któż by nie chciał mieć własnego wierzchowca? - dziwiło się dziecko.
- Nie - potwierdziła Ellie, po czym dodała z szerokim uśmiechem - Mój konik nie byłby magiczny. To stworzenie będzie potężnym, ciemnym ogierem, przed którym drżałyby wszystkie kobyły. Miałby czarną jak atrament grzywę, powiewającą na wietrze - opowiadała siedmiolatka.
- Jesteś dziwna - powiedziała powoli Emily - I dlatego cię lubię. A nasze zwierzątka tworzyłyby przepiękną parę, którą pozazdrościłby nawet największy z królów. Wyobrażasz sobie to?
- Pomyśl sobie o długich spacerach po plaży, w promykach gasnącego słońca- zaświergotała z entuzjazmem Ellie - Albo jazdę na koniach o północy...
- Jakie to romantyczne - westchnęła z przejęciem brunetka.
- Romantyczne? Ty nawet nie wiesz, co to znaczy!
- Oczywiście, że nie. Ale mama często używa tego wyrazu. Szczególnie, gdy ogląda pewien film.
- Jaki? - zapytała z zainteresowaniem Ellie.
- A skąd mam wiedzieć? Pamiętam tylko katastrofę statku i jęki zachwytu mojej rodzicielki.
- Czekaj, no... Ona się cieszy z czyjegoś nieszczęścia. A ty mi mówisz, że ja jestem dziwna- Czarnowłosa patrzyła na brunetkę z udawaną złością.
- Wszyscy dorośli są dziwni - stwierdziła Emily z powagą - Poprosiłam kiedyś tatę, aby narysował mi coś, co chciałby mieć.
- I co namalował?
- Właśnie o to chodzi, że nic. Nie miał czasu, ponieważ śpieszył się do pracy.
- Starsi ludzie nie mają czasu na spełnianie marzeń. Dążą tylko do uzyskania wykształcenia, dostania dobrej pracy i wysokiej pensji - rzekła Ellie ze smutkiem. W jej głowie widziała obraz wiecznie zapracowanej mamy, nie mającej chęci, aby pobawić się z córką.
Resztę sobotniego popołudnia dziewczynki spędziły w milczeniu, skupiając się przede wszystkim na swoich myślach. Zastanawiały się, czy wszystko jest takie, jakie się wydaje? Czy one także zgubią siebie, gdy dorosną? Czy zawsze musi tak być?
Sceneria zmieniła się. Nie widać było przyjaznego placu zabaw ani dwójki dzieci. Teraz na ich miejscu stały dwie młode nastolatki. Starsza z nich miała trzynaście lat, a druga dwanaście. Kobiety znajdowały się w ciemnym, a zarazem potężnym lesie. Jedynym źródłem światła był blask pochodzący z pomiędzy gałęzi drzew. Młodsza z dziewczynek zdawała się kierować swoją koleżanką. To ona znała ten zagajnik i jego wszystkie tajemnice. To było jej ulubione miejsce do odpoczynku.
- Ellie, gdzie ty mnie ciągniesz? - zapytała ze śmiechem Emily.
- Zobaczysz - odrzekła tajemniczo wymieniona powyżej nastolatka.
- A możesz mi chociaż wyjaśnić cel tej podróży? Co chciałaś mi powiedzieć? - zagaiła brunetka.
- Wszystkiego dowiesz się na miejscu - powiedziała cierpliwie dwunastolatka.
- Mogłabyś przestać być taka...
- Skryta? - weszła w jej słowo Ellie.
- Właśnie - potwierdziła Emily.
Młodsza z dziewczynek milczała. Bała się. Właśnie dziś miała wyjawić swój największy sekret przyjaciółce. Szły dzielnie przez las, kierując się na północ. Niezmordowane chodziły po zagajniku, nie martwiąc się upływem czasu.
Po jakimś czasie nastolatki zaczęły powoli stąpać na palcach, gdyż przechodziły przez krzewy na których rosły jeżyny. A dziewczynki oswojone z różnymi wpadkami, nauczyły się uważać na to, jak się przemieszczają.
-Daleko jeszcze? - jęknęła Emily, nieprzyzwyczajona do większego wysiłku fizycznego.
- Niedaleko - odrzekła Ellie, siląc się na miarę pogodny ton.
- Nie rozumiem, dlaczego nie możesz mi wszystkiego wyjaśnić w domu, jak na normalnych ludzi przystało? Co jest takie ważne, aby wyznawać to w środku lasu? Czekaj, ty nie dołączyłaś przez ten rok do żadnej sekty, prawda?
Dwa lata temu Ellie znów została zmuszona do przeprowadzki. Dziewczynka przez długi czas chodziła wiecznie przygnębiona i smutna. Sarah, widząc cierpienie swojej siostrzenicy postanowiła zainterweniować. Odkupiła od Mary dom, w którym mieszkała ze swoją córką i od razu się wprowadziła. Oczywiście zmieniła wystój wnętrza, lecz nie miało to większej różnicy dla Ellie. Od tamtego momentu dziewczynka przyjeżdżała do ciotki w każde wakacje i ferie, ciesząc się na myśl, że spotka Emily.
- Nie. To nic z tych rzeczy - powiedziało dziecko szeptem.
- To ja już nie wiem... Nie pijesz, nie palisz... - zaczęła Rich' ówna, ale czarnowłosa jej przerwała.
- Bo to nie zdrowe. A po za tym strasznie śmierdzi.
- Co? Alkohol czy papierosy? - zapytała brunetka, przedzierając się przez gąszcz, utkany ze ściółki i różnorakich krzewów.
- Oba - stwierdziła krótko Raven.
- Ghhhh. Nienawidzę czekać. Ej, a ty przypadkiem... - Emily zatrzymała się w miejscu z szatańską miną.
- Ja co? - Ellie odwróciła się gwałtownie do swojej przyjaciółki, przeczuwając kłopoty. Rich spojrzała na nią niewinnie, jakby chciała powiedzieć : Co złego, to nie ja.
- Wiesz, jesteś już w wieku... - zaczęła brązowooka.
- Jestem tylko o rok od ciebie młodsza, mózgu... - powiedziała gniewnie czarnowłosa. Jej przyjaciółka kontynuowała, jakby jej nie przerwano.
- w którym zaczynają działać hormony... Możliwe, że spotkałaś już na swojej drodze kogoś, kto zamieszał w twoim życiu - dziewczyna sugestywnie spojrzała na koleżankę. Ellie się zaczerwieniła jak burak.
- No wiesz?! Ja nie... No nie... - dziewczynka zaczęła się jąkać. Emily zaśmiała się.
- Ja tylko żartuję, kretynko. Chłopcy w naszym wieku są do bani. Są strasznie... Jakby to ująć? Dziecinni. Tylko zabawy samolocikami im w głowie. Zapytałam raz mojego kolegę z klasy, co sądzi o wzroście głodu na świecie...
- I co powiedział? - zainteresowała się młoda.
- Eh, spojrzał na mnie jak na wariatkę i uciekł, gdzie pieprz rośnie- odrzekła brunetka ze śmiechem. Po chwili Ellie do niej dołączyła. Obydwie dziewczynki w niezbyt przyzwoity sposób chichotały, co rusz prychając i parskając. Po pięciu minutach uspokoiły się i ruszyły w dalszą drogę.
Po kilku jękach ze strony Emily i garstce uszczypliwych uwag ze strony Ellie, dziewczynki dotarły na miejsce. Znajdowały się na ogromnym, zapuszczonym cmentarzu, którego dokładną lokalizację znała właśnie dwunastolatka.
Rich' ówna rozejrzała się po polanie, nie wiedząc co powiedzieć. Z jej punktu widzenia tkwiły na ogromnej, płaskiej przestrzeni, na której mieścił się duży budynek. Nie widziała żadnych nagrobków ani jakichkolwiek oznak paranormalności.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała otępiała Emily. Jej towarzyszka uznała to pytanie za niestosowne.
- Raczej należałoby powiedzieć, po co tu jesteśmy - odrzekła po chwili czarnowłosa.
Szybkim ruchem podeszła do kaplicy cmentarnej, nie czekając na swoją przyjaciółkę.
-Główne drzwi są zamknięte, na wszystkich metalowych częściach zalęgła rdza, uniemożliwiając przejście dalej - wyjaśniła Raven koleżance, która zmierzała do bramy wejściowej.
Niebieskooka złapała starszą dziewczynkę za rękę i zaprowadziła na tył budynku. Ellie przyzwyczajona do widoku przybytku, nie zwracała na niego większej uwagi. Młoda rich zaś odwrotnie.
Z zapartym tchem przyglądała się grubym, niemal grafitowym ścianom kaplicy. Z uwagą śledziła wszystkie wgłębienia i uszczerbki jakie spowodował czas.
- To musi być bardzo stary budynek - zadecydowała - większa jego część znajduje się pod mchem i porostami - zauważyła.
Ellie pokiwała głową, po czym dodała
- Na całej tylnej ścianie obiektu porozrastał się bluszcz. Świetnie ukrywa drugie, mniejsze drzwi, które prawdopodobnie służyły jako ewakuacyjne.
- Naprawdę? - zapytała Emily podekscytowana - A co za zabudowanie? Jakaś część zrujnowanego zamku? Kawałek twierdzy? Stary kościół? - paplała jak najęta.
- Kaplica... cmentarna - szepnęła z wahaniem czarnowłosa. Młoda Rich zaśmiała się,po czym spoważniała, widząc nadąsaną minę koleżanki.
- Wybacz, ale... Tylko ty potrafisz przyprowadzić człowieka na stary cmentarz pod pretekstem rozmowy - rzekła wesoło jakby znajdowała się na placu zabaw, a nie na miejscu pochówku zmarłych.
Ellie uśmiechnęła się z ulgą. Jeden problem z głowy, pozostaje sześćdziesiąt sześć tysięcy szęśćset sześćdziesiąt sześć kłopotów na mojej liście. Dziewczynka z pewnością siebie podeszła do najbardziej zarośniętej części budynku i odgarnęła zwisający bezładnie bluszcz, w taki sposób, że odkryła znajdujące się pod rośliną przejście.
- Proszę tędy Madame Rich - powiedziała Raven przez nos, imitując starego,nieco dziwacznego lokaja rodziców Emily. Jej towarzyszka zachichotała, wchodząc do budynku, a jej śmiech niósł się echem po pustej sali niczym tysiące małych dzwoneczków.
Dziewczynki weszły w głąb zabytku. Obecnie przechadzały się po ogromnej sali, mijając stare, lekko spróchniałe ławki. W różnych punktach budynku walały się sterty liści, rozrzuconych przez wiatr, który przemieszczał się przez dziurę w dachu. Ściany zdobiły lekko wypłowiałe obrazy świętych, wśród których szczególną uwagę zwracał wizerunek Matki Boskiej, trzymającej martwego Chrystusa. Główną część, czyli ołtarz zburzono, zostawiając tylko stertę gruzu. Wszystkie złocenia istniejące w budynku zostały zabrane przez ówczesne władze. Z ciemnozielonego sufitu wisiały dziesiątki, jeśli nie setki bluszczy. Szczególną uwagę zwracały również mchy znajdujące się praktycznie w każdym miejscu pod dachem, przeplatając się z innymi roślinami.
Lekko zmęczona podróżą Ellie klapnęła na jedną z mniej zakurzonych ławek. Wyciągnęła przed siebie nogi i czekała na swoją przyjaciółkę. Po chwili Emily usiadła na siedzisku, patrząc przed siebie z wielkim zainteresowaniem. Jej towarzyszka milczała, zastanawiając się w jaki sposób zacząć rozmowę. Nie pomagały jej w tym cienie zmarłych osób, wałęsających się bez celu po kaplicy.
- Emily? - zagadnęła.
- Tak?- odpowiedziała młoda Rich nieprzytomnie, jakby wybudzono ją z dziwnego transu
- Pamiętasz może naszą rozmowę o śmierci? - zaczęła niebieskooka, a trzynastolatka spojrzała na nią, nic nie rozumiejąc.
- Kiedy? - Zdziwiła się Emily.
- Jak miałam osiem lat, a ty dziewięć - wyszeptała cichutko Raven. Brunetce zaczęło coś świtać.
- Wtedy na placu zabaw? - chciała się upewnić. Jej towarzyszka powoli pokiwała głową.
- Jak myślisz, czy po śmierci wracamy jako duchy? - zapytała niemal bezgłośnie Ellie.
- Pytasz czy wierzę w duchy? Naprawdę? - Dziewczynka spojrzała na przyjaciółkę z namysłem, po czym dodała nadal zamyślona - Uważam, że na świecie istnieją rzeczy, które się filozofom nie śniło, jeśli o to pytasz. Tak, wierzę w zjawy i życie pośmiertne. A ty?
Nastolatka nie odpowiedziała. Patrzyła tępo przed siebie. Emily zaniepokoiła się.
- Ellie?! Słyszysz mnie? - zapiszczała jak mysz. Jej towarzyszka zabaw wskazała na coś palcem.
-Widzisz tam coś? - zapytała tajemniczo.
- Nie. A co tam jest? - Rich spojrzała z obawą na pokazane przez przyjaciółkę miejsce. Nic tam nie było, oprócz kurzu i kilku kawałków spróchniałego drewna.
- Tam przechadza się niska staruszka, trzymająca za rękę chłopca, niemającego więcej niż siedem lat. Dziecko chowa w dłoni żołnierzyka zrobionego z kasztanów i wykałaczek. Opisywani przeze mnie ludzie ubrani są w dziwne stroje. Kobieta nałożoną ma niecodzienną , szarawą suknię, sięgającą niemal do ziemi. Nie jest ona zbyt drogo zdobiona, więc myślę, że trudniła się jako pokojówka czy kucharka. Młodzieniec zaś nosi prostą,białą koszulę i pasujące do tego spodnie - z każdym kolejnym słowem, oczy Emily robiły się coraz większe.
- Jezu! Ty widzisz duchy! - powiedziała wstrząśnięta. Ellie pokiwała ponuro głową.
- To co teraz? Uciekniesz z krzykiem? Nazwiesz mnie wariatką? - spytała zrezygnowana dwunastolatka.
- Co?! W życiu! Wiesz, jakie to jest odjazdowe? Widzisz zmarłych! Ja cię kręcę! - powiedziała z entuzjazmem Rich.
Nagle obraz zaczął się zmieniać. Sylwetki dziewczynek zaczęły zanikać, a na ich miejscu pojawiła dużo śnieżnobiała willa. Przed drzwiami wejściowymi stała czarnowłosa dziewczynka z promienną miną. Zapukała wesoło do drzwi. Po chwili otworzyła jej sześćdziesięcioletnia pani Snow, zwana przez Emily babcią. Jej głównym obowiązkiem było utrzymanie czystości w domu państwa Rich. Oprócz tej wyżej wymienionej czynności, kobieta zajmowała się wychowaniem córki swoich pracodawców.
- Dzień dobry - zaświergotała dwunastolatka - Jest może Emily? - rzekła pośpiesznie.
Staruszka uśmiechnęła się smutno.
-Niestety jeszcze nie wróciła do domu. Była na zakupach z rodzicami. Jeśli chcesz możesz na nią poczekać w jej pokoju - to ostatnie zdanie dodała, widząc zawiedzioną minę dziecka. Ellie popatrzyła na pokojówkę niepewnie.
- Chodź kochanie. Napijemy się herbaty - kobieta szerzej uchyliła drzwi, pozwalając by niebieskooka przemknęła się do środka.
- Ty idź na górę, a ja w tym czasie zrobię coś do picia* - zaproponowała pani Snow. Młoda Raven przystała na tą propozycję.
Szybko pobiegła do sypialni przyjaciółki, mijając przy okazji jej psa Toto. Te nietypowe imię wzięło się stąd, że pierwszymi słowami jakie wypowiedziała młoda Rich było to. Kiedy dostała pieska wołała na niego Toto i jakoś ta nazwa została.
Po minucie była już w pomieszczeniu, zajmowanym przez przyjaciółkę. Od poprzedniego roku nic się nie zmieniło. Pokój nadal odznaczał się nietypowym błękitno- morskim kolorem ścian i równie dziwacznymi, niepasującymi do wnętrza żółtymi meblami, które zakupiła jej ciotka Rachel dwa lata temu, nie uzgadniając tej decyzji z nikim. Dlatego Emily musiała się gnieździć w tej bardzo nietypowej sypialni.
Dziewczynka spojrzała na zegar w kształcie delfina, wiszącego nad łóżkiem. Wskazywał dwunastą. Jęknęła i ruszyła do biurka koleżanki. Na blacie znajdowały się różne tytuły książek, niezwiązane ze szkołą.
Jednak Emily lubi czytać - pomyślała zwycięsko Ellie. Młoda Rich często jej powtarzała, że papier jest przestarzały i dlatego nie cierpi literatury. Nagle zauważyła swoje imię pośród różnych źródeł informacji. Sięgnęła po opisywany przez nią przedmiot.
To nie jest książka, tylko zeszyt - stwierdziła trzynastolatka - podpisany jest Ellie Raven 22.12,1996r.
Dziewczyna opuściła z trzaskiem notatnik i cofnęła się.
- Dlaczego Emily ma taki notes? Po co to jej potrzebne? - zastanawiała się dziewczynka. Podniosła twórczość Rich' ówny i przewróciła na pierwszą stronę.
Ellie Victorie Raven urodziła się 22 grudnia 1996 roku w dzień, kiedy kończy się jesień a zaczyna zima. Może mieć to symboliczne znaczenie. Kruk zwiastuje rychłą śmierć, a przecież zima jest najbardziej srogą ze wszystkich pór roku. Może to ma związek z jej paranormalną mocą, dzięki której widzi duchy? Jeśli to znaczy więcej, niżeli sądzimy? Czy powinniśmy się obawiać obiektu 188?
Słucham? Jakiego obiektu? - dziewczyna nie mogła uwierzyć, w to co widzi. Z każdą kolejną stroną było coraz gorzej. Najwięcej informacji dotyczyło zachowania czarnowłosej. Występowały również analizy prawie każdej rozmowy Ellie z Emily. Niebieskooka spotkała się także z własnym opisem zewnętrznym.
Z notatek młodej Rich wynikało, że jej dziadkowie specjalizują się w działaniach ponad naturalnych i to właśnie dla nich nastolatka szykuje te dokumenty. Od dziecka chciała do nich dołączyć, mimo wyraźnego protestu ze strony rodziców. Postanowiła, że udowodni swoją wartość, jeśli złapie kogoś paranormalnego.
Jako dziewięciolatka zaprzyjaźniła się z dziwną Ellie Raven od której wszyscy się odwracali. Z biegiem lat zdobyła nie tylko zaufanie tej głupiutkiej, zakompleksionej dziewczynki ale i potrzebną wiedzę.
Po policzku czternastolatki popłynęła łza. Nie czuła nic. Była pusta jakby składała się z cienkiej powłoki. Patrzyła tępo przed siebie. Powinna być wściekła. Powinna krzyczeć jak opętana ale nie...
Szybkim ruchem wyszła z pokoju, zabierając ze sobą i książeczkę, i wszystkie bolesne wspomnienia. Nie pożegnała się z panią Snow. Po prostu wyszła cichutko płacząc.
Do domu dotarła w niecałe pięć minut. Z nikim nie rozmawiała w drodze do sypialni. Gdy przybyła na miejsce, od razu rzuciła się na łóżko. W tym momencie zrozumiała coś, czego wcześniej nie pojmowała. Nigdy nie miała domu, wiernych przyjaciół, szczęśliwej rodziny - to wszystko było tylko złudzeniem. W tej chwili poczuła się bardziej samotna niżeliby kiedykolwiek wcześniej.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek informujący,że czas zajęć dobiegł końca. Sprawnie spakowałam wszelakie przybory do plecaka i ruszyłam do kolejnej sali lekcyjnej. Po drodze musiało się coś zdarzyć, no po prostu musiało - pomyślałam, słysząc krzyki z damskiej toalety. Powoli uchyliłam drzwi. To co ujrzałam przerosło moje oczekiwania.
W pomieszczeniu znajdowała się grupa chłopaków z mojej klasy, składająca się z pięciu osób. Najmasywniejszy i najgłupszy z nich był szefem bandy. Nazywał się John Fig , ale zwracając się do niego, zamieniałam pierwszą literkę na p. Te bezmózgie osobniki stały wokół jakiejś dziewczyny z młodszej klasy. Byłam zła. Gorzej rozpierała mnie furia. Po ubraniu blondynki nie trudno było się domyślić, co chcieli zrobić.
Na szczęście mnie nie zauważyli. Zaczęli głośno przeklinać i dyskutować o tym, co zrobią później z kobietą. Wyszło na jaw, że nastolatka zerwała z jednym z nich, po tym jak ją pobił. Pochwyciłam przerażone spojrzenie dziewczyny. Każda normalna osoba uciekłaby stąd i pobiegła po pomoc. Ale nie ja... Widząc zagubiony wzrok uczennicy, przypomniałam sobie swoją bezsilność kilka lat temu. Moją bezsilność. Moją złość. Mój płacz.
Nie czekając na dalszy obrót spraw, wyszłam z cienia i uderzyłam przywódce bandy prosto w nos. Wiedziałam, że jeśli znokautuje się grupowego, to reszta nie będzie wiedziała co zrobić. Tak również się stało. Kretyni, widząc jak ich szef upada na podłogę, szybko uciekli, gdzie pieprz rośnie.
- Debile - szepnęłam pod nosem. Pode mną wił się z bólu pan świnia, krzycząc, że umiera. Po chwili usłyszałam kroki. Syknęłam do przerażonej dziewczyny.
-Schowaj się - nastolatka ani drgnęła - No już - popędziłam ją.
Niebieskooka po chwili wahania weszła do kabiny. W tym momencie do pomieszczenia wszedł zszokowany nauczyciel biologii. Widok wyjącego się na ziemi dwumetrowego chłopaka i umazanej krwią nastolatki nie wyglądał zbyt zachęcająco. Natychmiast kazał przypadkowemu uczniowi iść po dyrektora
- Moja droga, co masz mi do powiedzenia? - zapytał chłodno, patrząc na pobojowisko.
Bez zastanowienia odpowiedziałam.
- Bo to jest toaleta dla kobiet - wyszeptałam, spuszczając wzrok.
I tak oto zastali nas nauczyciele. Oczywiście, nie upiekło mi się. Przez godzinę próbowałam udowodnić, że John z premedytacją wszedł do damskiego wychodka, aby zabawić się jakąś bezsilną panienką. Ale to jak rzucać perły przez wieprze, poświęcasz komuś swój cenny czas, a on i tak nie potrafi tego docenić.
Czeka mnie wspaniała rozmowa z mamą - pomyślałam, niosąc ze sobą pisemne wezwanie do dyrektora. Nie dość, że mam tyle kłopotów to jeszcze muszę się martwić cholerną szkołą. No po prostu żyć, nie umierać.
* Jezu... Czy tylko dla mnie ta scena jest nieco... dziwna? Tak idź do pokoju moich pracodawców, ja w tym czasie pójdę do kuchni po nóż, aby cię nim zamordować. Mój mózg jest bardzo... nietypowy.
http://www.youtube.com/watch?v=mIU8l_qPzAQ
Brakuję mi tylko starego księdza pedofila. To nie moja wina. To dziecko mnie podkusiło... To czciciel szatana... Tam, tam, tam, taaamm. Jeśli twoje dziecko czyta Harrego Pottera, to wiedz, że coś się dzieje.
A tak poza tym...
Zostałam nominowana do Liebster Awards.
Notatka powinna pojawić się za kilka dni , a póki co...
Chciałam was o coś zapytać.
Mianowicie na liście pojawiło się pytanie
" Która klasa?"
Dlatego chciałabym wiedzieć, na ile mnie oceniacie.
Ciekawi mnie, czy zgadniecie, ile mam lat.
Odpowiedzi zostawcie w komentarzu.