poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział czwarty - Kawa, czary i koszmary

Hejo Miśki. 
 
Mówiłam (czytaj: pisałam) o tym, że nienawidzę szkoły?

Czyste zło!

Czy tylko mnie tak nauczyciele gnębią? 

Ehh...  Rozdział taki sobie. 
Tylko tyle potrafiłam wykrzesać z mojego pożartego i wyplutego mózgu.
Ale i tak mam nadzieję, że będzie się Wam podobał. 

Tą notkę dedykuję żulom z pod ławeczki, którzy nazwali mnie szatanem... 
A później zaprosili mnie, abym się do nich przysiadła.
O.o
Nie wspomnę o tym, że wczoraj składali mi życzenia.
Wtf?
Ślicznej rączki? Serious?

Okej, nie przedłużam...

Zapraszam do czytania.


Rozdział czwarty - Kawa, czary i koszmary

     Biegłam przez ciemny las. Zewsząd słyszałam krzyki ludzi, błagających o szybką śmierć. Wiedzieli , że każdy z nich umrze. Byli ofiarami. Pośród gąszczu rozbrzmiewał płacz kobiet , rozrywanych na strzępy i głosy mężczyzn, broniących ich ostatkiem sił przed drapieżnikami.
    Mijałam drzewa i krzewy poplamione zakrzepłą krwią,  mieniącą się w promieniach księżyca.  Zachwiałam się. Byłam zmęczona tym ciągłym uciekaniem, ale nie mogłam się poddać. Muszę biec dalej. Od tego miejsca. Od umierających ludzi. Od nich.
    Nagle coś we mnie uderzyło. Nie fizycznego, ale mentalnego. Poczułam palący ból w klatce piersiowej. Jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Krzyknęłam przerażona, a zarazem zaskoczona.
    Chciałam się zatrzymać. Odpocząć od tych wszystkich wydarzeń,które dzisiaj miały miejsce. Ale wiedziałam także , że muszę być twarda. To jeszcze nie koniec. Nie mój. Powinnam przezwyciężyć wszystkie pokusy, które aktualnie mnie gnębiły. Parłam do przodu, starając się nie myśleć o swoich lękach. Rana nadal paliła żywym ogniem, a z każdym kolejnym krokiem czułam jak słabnę.
    Nagle zgięłam się wpół. Krew, lęk, ból... Szumiało mi w uszach... Krew, lęk, ból - rozbrzmiewało w mojej czaszce. Wydałam z siebie agonalny jęk. Chciałam umrzeć. Mimo, że zostawiłam cały horror za sobą, ale i tak zapamiętałam wszystkie szczegóły.
    Bestie, potwory - a ja jestem jednym z nich. Przecież zostawiłam te wszystkie rodziny na pastwę tych stworów.  A przecież mogłam coś zrobić. Cokolwiek. Teraz jest już za późno. Chciałam wyć jak ranne zwierze, ale wiedziałam, że to nie przywróci życia tym wszystkim, niewinnym ludziom.
    Biegłam, chociaż miałam pewność, że ich zgubiłam. Chciałam zapomnieć... Zapomnieć...   Zadrżałam.
    Chciałabym teraz zasnąć i nigdy się nie wybudzić. To byłaby z pewnością lekka śmierć. Dla dobrych ludzi. Nie dla mnie... Już nie...
    Nagle coś wyskoczyło zza drzew. Nie zauważyłam, kiedy on się zakradł.  Widziałam szczupłą, a zarazem wysoką sylwetkę mojego prześladowcy. Wydaje się to śmieszne, że jedna z najstraszniejszych istot, jakie widziałam, wygląda tak niepozornie.
     Zatrzymałam się, po czym odetchnęłam ciężko. Wiedziałam bowiem, że przegrałam.
 **

    Obudziłam się w nocy zlana potem. Szybko włączyłam lampkę nocną. Rozejrzałam się przestraszona po pokoju. Westchnęłam z ulgą. Rozpoznawałam wiecznie zagracony pokój, z ciemnofioletowymi ścianami i czarnym dywanem.
    Co to do cholery było? Przecież nie oglądałam żadnych horrorów przed snem -pomyślałam. Przełknęłam ślinę.
 -To tylko koszmar... Nic nie znaczący sen... Tak, to na pewno nic ważnego... - starałam się uspokoić.
    Możecie uznać mnie za paranoiczkę, ale miałam wrażenie, że to jeszcze nie koniec. Nie. To dopiero początek góry lodowej.
    Co do jednego byłam pewna, dzisiaj już nie zasnę. Postanowiłam pójść do kuchni  i wypić kawę. Musiałam jakoś przeczekać noc, co nie było łatwe, ponieważ ledwo trzymałam się na nogach.
    Ruszyłam do przedpokoju. Każde stukanie, skrzypienie drewna czy kapanie straszyło mnie na nowo.  Myślicie zapewne teraz, że jestem wielkim tchórzem, ale wy na moim miejscu nie zachowalibyście się lepiej. Po tak realistycznym śnie, każdy ma prawo zwariować.
    Weszłam do pomieszczenia, gdzie przeważnie robię posiłki. Wyjęłam z lodówki mleko, a z szafki kawę. Szukałam przez chwilę cukru, ponieważ nie pamiętałam miejsca jego pobytu. Uśmiechnęłam się. Plan wyjęty niczym z telenoweli. Tylko główna bohaterka się nie zgadza. Powinna to być wysoka, opalona blondynka, przyciągająca uwagę każdego mężczyzny, a nie... No cóż... ja.
    Po zaparzeniu i posłodzeniu napoju, udałam się do salonu. Postanowiłam pooglądać sobie telewizję. Wzięłam pilot do ręki i zaczęłam przewijać kanały. Nie było nic takiego, co by mnie zainteresowało. Nagle wśród programów zauważyłam serial Łowcy duchów. Ciekawie się zaczyna. Może się czegoś dowiem. A jeśli nie, to przynajmniej się trochę pośmieję.
    Po godzinie bezczynnego ślęczenia przed ekranem, poczułam przemożną potrzebę powrotu do swojego pokoju. Szłam powoli, nie chcąc obudzić Mary, której pomieszczenie sąsiadowało z moim.
    To co zobaczyłam w należącej do mnie sypialni, spełniło moje najgorsze wyobrażenia. Zamknęłam oczy..  Błagam nie... Tylko nie to...  - pomyślałam z rosnącym przerażeniem. Uchyliłam powieki. Wiem, jestem strasznie naiwna. Oczywiście,że nic się nie zmieniło idiotko.  Co sobie myślisz? Uważasz, że to tylko halucynację? Dobre sobie...  Czekaj no... Czy ja rozmawiam sama ze sobą?  Okeeej, może najwyższy czas udać się do specjalisty? Ehhh... Zakończę tę bezsensowną dyskusję i opowiem, co działo się w moim pokoju. To bardziej interesujące niż moje wywody.
     Mogę zacząć od tego, że wokół mnie walało się całe badziewie, które skolekcjonowałam w ciągu mojego życia. Nie, wróć... Nie walało się... Lewitowało.  Wszystkie przedmioty skupiały się, tworząc niebezpieczną wichurę, mogącą w każdej chwili mnie zabić.  Rzeczy te kręciły się, niczym planety okrążające Słońce. Centrum tej zawieruchy tworzył jakiś jasny punkt, promieniujący światłem we wszystkie strony i oświetlając całe pomieszczenie. Nie mogłam zbyt długo na niego patrzeć, ponieważ strasznie raził mnie w oczy. Podobnie jak słońce, z tą różnicą, że obserwowany przeze mnie obiekt świecił srebrzystobiałym światłem.
- Ałć - powiedziałam, gdy książka do biologii uderzyła w półkę, przewracając ją.
    Czy ja dalej śnię? Czyżbym nie wybudziła się z poprzedniego koszmaru? Okej, widzę duchy. To dla mnie nic nadzwyczajnego uciąć sobie pogawędkę z umarlakiem. Można by powiedzieć, że to moje... Jakby to ująć... hobby.  Ale latające w okół mnie lampy, książki i figurki nie są już zabawne. Co ja takiego zrobiłam, że każecie mnie na taki los? Przecież nie jestem taka zła. Chyba nie?  Em... Uznajmy, że nie było tego pytania.
    Postanowiłam coś zrobić.  Przecież to światło zaraz obudzi Mary. Wtedy dopiero zaczęłaby się jazda. Na pewno wysłała by mnie do wariatkowa albo, co bardziej prawdopodobne do egzorcysty. Może nakręcą o mnie film? To byłoby zaskakujące. Ciekawe, kto by mnie zagrał? 
    Dobra, koniec tego przeciągania. Trzeba coś zrobić z tym '' nietypowym'' problemem.Wymyśliłam szaloną strategię, która miała małą szansę na powodzenie. Ale jak to mówią? Do odważnych świat należy.
    Myślę, że domyślacie się ,co zamierzam zrobić. Tak jestem głupia, ale zabić mnie to możecie dopiero później. Oczywiście jeśli przeżyję...
    Moim planem było dostanie się do kuli energii i zniszczenie jej. Łatwo mówić, trudno zrobić. Ruszyłam powoli do mojej zagładzie.
    I tu czekało mnie zaskoczenie. Gdy tylko zaczęłam się  zbliżać do świecącego się obiektu, wszystkie otaczające mnie przedmioty wróciły na miejsce jak zaczarowane. Cóż, przynajmniej nie będę musiała sprzątać. Jednakże srebrzystobiała energia nadal tkwiła w miejscu, napawając mnie lękiem, ale i podnieceniem.
    Byłam o krok od opisywanego ode mnie zjawiska. Odetchnęłam głęboko. Policzyłam także do dziesięciu, po czym wyciągnęłam dłoń.
    Złapałam świecący przedmiot prawą ręką. Poczułam jak czysta energia przepływa z tej rzeczy do mnie, nieprzerywającym się strumieniem. Nie wiem jak to opisać... Dzięki temu, miałam wrażenie, że mogę dosłownie góry przenosić.  Przedmiot, który ściskałam w ręce był gorący, mimo tego nie czułam bólu. Miałam przeczucie, że uwolniona energia jest częścią mnie samej. Niesamowite. Lecz jak to mówią - łatwo przyszło, łatwo poszło. To idealnie pasuje do tej sytuacji. Blask, który przed chwilą rozjaśniał cały pokój, nagle zgasł zostawiając za sobą tylko mrok. 
    Odetchnęłam, po czym otworzyłam prawą dłoń.  Nie powiem, osłupiałam. Nie spodziewałam się tego tu zobaczyć.
    W mojej ręce leżał bowiem naszyjnik, wręczony mi przez tajemniczego nieznajomego. To on miał w sobie tyle energii - pomyślałam, będąc jeszcze w szoku. Dotknęłam go palcem. Był nadal ciepły. I piękny.
    Nagle do pokoju wpadła Mary z rozeźloną miną.
-Co to za hałasy? Spać mi nie dajesz! Wiesz, która jest godzina?! - krzyknęła wściekła.
- Sama teraz krzyczysz - stwierdziłam spokojnie z miną pokerzysty. Co jak co, ale to mam wytrenowane do perfekcji.
- Możesz mi chociaż powiedzieć, dlaczego się darłaś jak opętana? - powiedziała z jadem w głosie.
- Ja? Pierwsze słyszę... Może masz omamy? - odparowałam, patrząc jej w oczy i symulując troskę.
- Eeee... - zacięła się, nie mogąc wykrztusić ani słowa więcej. Następnie spojrzała na mnie chłodno i wyszła z pokoju.
    Odetchnęłam. Miałam chwilę odpoczynku. Od niej. Od tego całego dziwnego świata, do którego, o dziwo, miałam dostęp.
    Podniosłam naszyjnik, który przedtem specjalnie upuściłam, po czym założyłam go na szyję. Miałam przeczucie, że nie powinnam się z nim rozstawać . Teraz, dzięki dzisiejszym wydarzeniom, zrozumiałam, że nie tylko ja go potrzebuję... Ta więź jest obustronna.
    Podeszłam do okna , myśląc o moim życiu, o ciągłych kłótniach z Mary i wiecznej samotności.Po policzku popłynęła mi łza, której nawet nie próbowałam zetrzeć.  Siedziałam teraz na parapecie, oglądając pełnię księżyca.



Mały bonusik!!!

Lubi ktoś z was pisać wiersze?

Ja sama miałam okres, w którym je pisałam.
(Czytaj : W tamtym roku) .

Oto jeden z nich :


Gra Pozorów

Czarne jak węgiel pióro magiczne,
w starym kałamarzu lekko zamoczone.
Maluje słowa cierpieniem przesycone,
I z żalem oddaje je cisze.
Gniew dawniej nieustający,
dziś powoli dogasa.
Znika wszelka niechęć blizny zostawiająca,
a jej miejsce zajmuje troska.
Czym jest nienawiść w obliczu tragedii?
To nic nieznacząca gra pozorów.
 

16.11.2013



Jak wam się podoba? Opowiadanie i wierszyk?
Błędów jest prawdopodobnie dużo, ale nie mam siły ich poprawić. 
Jeśli coś wyłapaliście, to proszę o opierdzielenie mnie w komentarzu.

Pozdrawiam Serdecznie 
EmoDziewka


Ps.
Dziękuję użytkowniczce Mad za udzieloną mi pomoc.
Dzięki niej macie zakładki Spam i Polecane.
O szablonie już nie wspomnę.
Dziękuję kochana i życzę zdrowia.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... Sen fajny, naprawdę interesujący. Pokazuje, że Ellie nie jest kompletną marysujką. Jesteś na drodze do sukcesu, nie zepsuj tego *.*
    Nie ma tu jakiś niezwykłych zwrotów akcji, wszystko było tak, jak myślałam i chyba, to niedobrze. Wiedziałam, że Mary, bo Twoja bohaterka, jakoś dziwnie, nie nazywa jej matką, wpadnie do pokoju, powrzeszczy i wyjdzie. Muszę Ci tu przy okazji zwrócić uwagę, że żadna (niepijana) matka, by tak nie zrobiła, bo miłość rodzicielska, jest rzeczą bezkresną, ot co. O czym to ja? A, tak. Jest bardzo przewidywalnie. Spróbuj wprowadzić od czasu do czasu coś niespodziewanego, dobrze?
    Najęczałam, ponarzekałam, ale to nie koniec! Masz tu mnóstwo literówek, złych form gramatycznych i Bóg wie czego jeszcze. Nie chce mi się tego poprawiać, przepraszam ;c
    Teraz skończyłam. Mam nadzieję, że nie uznałaś mnie za zUego potwora, który wykrada marzenia :)
    Rozdział ciekawy i siłą rzeczy, był niezły :)
    Pozdrawiam,
    Mad ;*
    Ps. Sama chciałaś, żeby Cię ochrzanić! *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, zostałaś nominowana do Liebster Awards.
    Więcej informacji tutaj...
    http://nessdracohogward.blogspot.com/
    POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń