czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział drugi - Tajemniczy nieznajomy

Witam wszystkich czytelników.
Rozdział miał się pojawić za kilka dni,
ale jak widać jest już dzisiaj.
Od razu przepraszam za wszelakie błędy pojawiające się w opowiadaniu.
Nie przedłużając...
Zapraszam do czytania.
Rozdział drugi - Tajemniczy nieznajomy
     Prawdopodobnie myślicie teraz, że jestem wredna. To nie prawda. Po prostu.. No dobra, bywam złośliwa, jednakże istnieją osoby gorsze ode mnie. Nie chodzi mi o typowych gangsterów, których każdy się boi. Oni przynajmniej są szczerzy. Traktują siebie nawzajem jak śmieci, ale są lojalni. Większość. Inne cechy reprezentują ludzie z naszego środowiska. Może jeszcze tego nie rozumiecie, więc podam wam przykład.
     Istnieją dwie przyjaciółki, prawie siostry. Pewnego dnia wybierają się na zakupy. Chcą kupić sukienki na zabawę. Jaką? Nie wnikam. Ale znając życie i teraźniejsze imprezy, nie obędzie się bez alkoholu. Ale wracając do opowieści... Kobiety długo chodzą po centrum handlowym, szukając odpowiedniej kreacji. Mimo sporej ilości czasu i gotówki, nie mogą nic ciekawego znaleźć. W pewnym momencie dostrzegają suknię swoich marzeń. Mniejsza i zwinniejsza z dziewczyn, od razu kupuje ten strój, nie licząc się ze zdaniem towarzyszki. Ta stoi w milczeniu, sztyletując w myślach przyjaciółkę. Postanawia się zemścić. Na dyskotece specjalnie wylewa napój na ubranie koleżanki, niszcząc je.
      Jak teraz myślicie? Czyja to będzie wina ? Odmieńcy nas odpychają, ale ich zamiary są jasne. Dlatego też nigdy nie wiemy, komu możemy zaufać. Życie jest zbyt nieprzewidywalne. Mój wywód tłumaczy, dlaczego nie posiadam przyjaciół. Nie zniosłabym zdrady. Hm... Może powinnam kupić sobie psa?
      Chodziłam po parku, zastanawiając się jak wyglądałaby moja egzystencja w innej rodzinie. Pełnej... Wyobrażałam sobie śpiewanie kolęd podczas świąt Bożego Narodzenia i jedzenie wigilijnych potraw w gronie najbliższych. Wiedziałam, że nie jestem w najgorszej sytuacji. W głębi serca, współczuję tym wszystkim sierotom, spędzającym czas w domu dziecka. Może mama mnie nie kocha, ale przynajmniej mam dach nad głową.
     Z umysłem pełnym myśli, wróciłam do mieszkania. Mojej rodzicielki jeszcze nie było. Spojrzałam na zegar. Było dziesięć po czwartej. Należałoby coś zjeść.
     Otworzyłam lodówkę... Jęknęłam. Mama zapomniała zrobić zakupy. Znowu? Kolejny raz w tygodniu? Z westchnieniem zaczęłam przeszukiwać kuchenne półki.
- Musi tu coś być - mruknęłam pod nosem, przetrząsając szuflady.
     Gdy nic nie znalazłam, postanowiłam zamówić pizze. Wzięłam do ręki ulotkę, którą przyniosłam do domu tydzień wcześniej. Aktualnie leżała w moim pokoju, na biurku. Przezorny zawsze ubezpieczony- powiedziałby ktoś.     
     Kartkę tę dostałam od znudzonego nastolatka, który prawdopodobnie zbierał pieniądze na jakąś grę komputerową. Skąd to wiem? Po zachowaniu chłopaka. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie interesuje się tym, jak wygląda. W ręce trzymał nowy telefon komórkowy. Podczas gdy nie rozdawał ulotek, to majstrował przy tym urządzeniu.
     Dzisiaj miałam ochotę na pizze bez mięsa. Nie jestem oczywiście wegetarianką ani jaroszką. Po prostu taki był mój kaprys. Miły głos w słuchawce oznajmił, że zamówiony produkt będzie za około trzydzieści minut.
     Rozłożyłam się na sofie w salonie i czekałam. Nie upłynęło pięć minut, a ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiłam się. Czyżby dostawca przybył tak szybko?
     Bez wahania otworzyłam drzwi. Wiem, że zrobiłam błąd. Powinnam spojrzeć przez wizjer i sprawdzić, kto się dobija do mieszkania. No już... Nie krzyczcie na mnie.
     Kiedy otworzyłam wejściowe, zdębiałam. Przede mną stał wysoki mężczyzna, mający około trzydziestu lat. Wiele kobiet uznałoby go za niesamowicie przystojnego. Wydał mi się odrobinę mroczny ze swoimi czarnymi jak noc oczami, które przenikały moją duszę. Jego twarz okalały równie ciemne włosy, sięgające o dziwo, do ramion.
- Dzień dobry - powiedział cicho nieznajomy, uśmiechając się lekko.
- Do widzenia - odrzekłam, szybko zatrzaskując drzwi. Mistrzyni taktu- oto cała ja.
     Przecież nie zgłupiałam na tyle, aby zapraszać do środka zupełnie obce osoby. Dobra, przyznaje. Byłam ciekawa, po co przyszedł. Ale nie więcej... Choć raz będę mądra.
     Wytrzymałam jeszcze dziesięć sekund, po czym otworzyłam przejście. Możecie mnie zabić. Wiem... Ale i tak wybieram się do piekła, to czemu nie...
- Właź do środka i bez gadania- rozkazałam zaskoczonemu przybyszowi, a następnie wróciłam się do salonu.
     Rozsiadłam się wygodnie na sofie i wypatrywałam bruneta. Jak widać nasz nowy znajomy strasznie się wlecze - pomyślałam. Na (nie?)szczęście wspomniany właśnie osobnik płci męskiej, przekroczył próg pokoju, po czym skierował się stronę fotela, stojącego w bliskiej odległości od sofy. W ten sposób siedzieliśmy naprzeciwko siebie, oddzieleni tylko małym stolikiem.
     Wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Czekałam, aż coś powie. Choćby jedno słowo. Po pięciu minutach zorientowałam się , że nic z tego. Postanowiłam zacząć rozmowę.
- No? Przyszedłeś, żeby się na mnie pogapić? Zrobię zdjęcie. Będziesz miał na dłużej - tak jak mówiłam, jestem dosyć specyficzną... kobietą. (?!)
- A co mam robić, skoro zabroniłaś mi się odzywać?- odgryzł się. Jak widać, ma charakterek.
     Zastanowiłam się. Rzeczywiście, było coś takiego. Szyderczy uśmiech nieznajomego utwierdził mnie w tym przekonaniu.
- A ty co? Nie masz mózgu? Zawsze robisz, co ci każą? - wyszczerzyłam się wrednie - Wow! Wow! Dobry piesek.. Dobry...
     Twarz mojego towarzysza stała się czerwona. Najwyraźniej nikt się tak do niego nie odzywał. No cóż, wszystkiego trzeba w życiu spróbować.
- Wybaczam ci tylko dlatego, że nic nie wiesz... - wycedził przez zęby.
- A co mam wiedzieć?- teraz na serio się zainteresowałam. Mężczyzna, widząc to zrelaksował się.
     Zaczął grzebać w kieszeniach garnituru (swoją drogą, wyglądał tak, jakby wybierał się na pogrzeb) i wyciągnął małe pudełeczko. Skojarzyło mi się to tylko z jednym.
- Chcesz mi się oświadczyć? Jakie to słoodkie - powiedziałam, przeciągając ostatni wyraz. Popatrzył na mnie groźnie znad stolika.
- Powinienem cię zabić - rzekł powoli, akcentując każde słowo.
- A no, powinieneś- widząc jego zagubioną minę, wybuchnęłam śmiechem. Nie moja wina, że gość mnie rozśmieszał, prawda?
- Czy ty sobie ze mnie drwisz? - zapytał, imitując wkurzonego rodzica, wracającego z wywiadówki. - Nie... No może troszkę... - przyznałam się.
Zmarszczył brwi, prawdopodobnie, nie wiedząc czy ma się śmiać, czy płakać.
- Wiesz, że mógłbym cię w każdej chwili zabić? - rzekł powoli, ważąc wypowiedziane przez siebie słowa. - Yep - odparłam błyskotliwie.
- Czy z tobą jest wszystko w porządku?
- Yep. Przynajmniej tak powiedział mi lekarz. Yhmm... Zanim nie wyrzucił mnie z gabinetu - odpowiedziałam, a zaraz dodałam, widząc jego pytające spojrzenie - Historia na inną okazję.
- Nie boisz się śmierci? - zapytał poważnie.
- Nieee. Można powiedzieć, że mam z nią na pieńku - uśmiechnęłam się, słysząc jego tubalny śmiech. Przecież nie kłamałam. W jakimś celu widzę te przeklęte duchy, choć starałam się o tym nie myśleć.
- Jeszcze nigdy... Nie spotkałem... Takiej... Osoby... Jak... Ty - wykrztusił między napadami głupawki. Poczekałam chwilę, aż się uspokoi.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego mnie odwiedziłeś? - zapytałam grzecznie, mając nadzieję, że odpowie. Póki co, nic się o nim nie dowiedziałam.
     Momentalnie spoważniał, przypominając sobie cel tej wizyty. Zdziwiłam się, widząc jego reakcje na moje niewinne pytanie. Spojrzał na zegarek, który miał na ręce.
- Zbyt dużo czasu zmarnowaliśmy - odrzekł i zaczął się podnosić.
- Ej ty! Nie wyjdziesz, póki czegoś się nie dowiem - rozkazałam, udając nauczyciela, prowadzącego lekcję.
     Nie posłuchał. Stał właśnie w wejściowych drzwiach. Był niewiarygodnie szybki. Nie zdążyłam nawet wstać z sofy, a on już wychodził.
     Zanim mnie opuścił, usłyszałam wypowiedziane przez niego słowa. Cichy szept. Nie wiem dlaczego, ale te wyrazy coś we mnie poruszyły. Coś dziwnego i nienormalnego.
- Niektóre psy potrafią zerwać się ze smyczy - powtórzyłam za nim jak echo.


                                                                                                                                           



To już na tyle w tym rozdziale.
Mam nadzieję, że się podobał.
Dziękuję także użytkownikom : Mad i Poison
 za przyjemne komentarze.
Miła jest świadomość, że ktoś czyta moje wypociny.
Pozdrawiam serdecznie
EmoDziewka
Ps.
Czy tylko mnie wena dopada przede wszystkim w nocy?
Po co spać, kiedy można pisać..
:D




8 komentarzy:

  1. Hej, dziękuję za info o tym blogu.
    Świetne opowiadanie, jest takie tajemnicze i..... ( nie wiem jak to sensownie wyrazić ). A ten gościu, na początku miałam takie skojarzenie że to Severus Snape. Ale napewno się mylę XD Oj ale się nie mogę doczekać nn :-)
    A ty masz talent!!!
    Według mnie powinnaś książkę napisać! Stałabym w kolejce po mnią *.*
    Aww, no to chyba tyle..... :-)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę.


    Ps. Informuj mnie o nn w komentarzach na moim blogu ok???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Dziękuję.
      Nie spodziewałam się takiej reakcji.
      Co do opowiadania, waham się co z nim zrobić.
      Myślałam, żeby zrobić zmierzchowe fanfiction , mam już pomysł co i jak...
      Chciałabym także, żeby ta historia nie była tylko na podstawie tej sagi.
      Dlatego mam dylemat...
      Albo zrobię zupełnie nowe opowiadanie, albo ff.
      Haha...
      Z tą notką trafiłaś, ponieważ miałam właśnie prolog wstawić..

      Usuń
    2. Tak, ( według mnie ) fajnie jak połączyłaś różne postacie... Idź w tym kierunku...
      Sama planuję w następnym opowiadaniu połączyć Zmierzch i Harry'ego Potter'a... :-)

      Usuń
  2. Hej.
    Rozdział był naprawdę bardzo dobry, a niektóre teksty był świetne i wywoływały głupkowaty uśmieszek na mojej twarzy-Brawo ;D
    Po za tym ten przybysz, który również bardzo skojarzył mi się z Snapem z sagi HP ;) A no i ten przykład z tymi dwiema przyjaciółkami, naprawdę trafny ;)
    Masz bardzo przyjemny styl pisania, czyta go się lekko, a gdy rozdział się kończy to aż szkoda, że tak szybko :) Jak dla mnie nie ma się do czego przyczepić ^^
    Czekam na szybki nn
    Pozdro i weny
    POISON
    p.s dzięki za info ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz ochotę to zapraszam na http://porcelana-bellaro.blogspot.com/ ;)

      Usuń
    2. Nie musisz mnie nawet powiadamiać... :D Już lecę... Mam twój blog w obserwowanych, więc wiem kiedy coś dodasz... :D
      Dziękuję bardzo za długaaaśny komentarz.
      Nie wiem dlaczego wam się ta postać kojarzy ze Snapem. Mogę was uspokoić, to na pewno nie on... :P
      Zastanawiam się , czy dzisiaj czegoś nie wstawić.
      Mam na myśli jedno z moich pierwszych opowiadań.
      Kolejny rozdział mam już napisany. Nie wiem, kiedy go wstawię.
      Pozdrawiam serdecznie
      EmoDziewka

      Usuń
  3. Cóż, dopiero przed chwilą, zauważyłam, że coś dodałaś, bo weekend, jest wręcz uwielbianą porą dla autorek. Ale, że dodałam się do obserwatorów (Mwaha, Mad ma swoje sposoby...) wiem wszystko ^.^
    Mi się ten facet nie kojarzy ze Snape'm. Czyżbym była dziwna...?
    Rozdział był fajny, choć odzywki Ellie można podczepić pod marysujkowatość i nie jest to dobrze, bo postać potencjał ma, a tutaj się z niej robi nieczuła babka, której chyba nie polubię. Owszem, nie może się też tak rozłazić, jak Bella Swan, ale byłoby dobrze, gdybyś zmniejszyła trochę super-wyjątkowy styl bycia Elli.
    Błędy, literówki, itp, napisałabym, ale że poprawiłam w Wordzie, nie chce mi się przenosić tego tutaj.
    Mam nadzieję, że moje rady nie były, zbyt chaotyczne. Starałam się :)
    Pozdrawiam,
    Mad :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ellie ma być suką, przynajmniej na początku opowiadania. ( Jej imię pochodzi od niezbyt grzecznej bohaterki gry, uwielbianej przez mojego starszego brata. Chodzi mi tu o The last of us. Tamta Ellie też nie była aniołkiem).
      Jej sukowatość ( istnieje w ogóle takie słowo? ) jest jej obroną. Przed czym? Przed zranieniem ze strony ludzi. Dziewczyna nigdy nie miała przyjaciół i nikogo do siebie nie dopuszczała. Ich obecność traktuje jako chwilową. Pod wpływem pewnej osóbki, zmieni swoje podejście do życia. Kurde, nie chcę spojlerować.
      Nie wiem czy zauważyłaś, ale dodałam prolog. Krótki, ale nie najgorszy.
      Pozdrawiam,
      EmoDziewka

      Usuń