Cześć miśki!
Rozdział jest wcześniej niż zamierzałam, a to wszystko przez moją słabą wolę.
Ehhh... Tę notkę dedykuję Mad. Dziękuję kochana za wszelakie rady, dotyczące bloga. Bez twojej pomocy zginęłabym marnie...
Pozdrawiam także użytkowniczki Poison i Martyna B.
Wasze komentarze dają mi motywację do pisania.
To już tyle tych ogłoszeń parafialnych.
Zapraszam wszystkich do czytania.
Rozdział trzeci - Pizza, liścik i pudełeczko.
Okej, sprawdźmy co dzisiaj zrobiliśmy (a dokładniej ja zrobiłam). Hm... Najpierw pomogłam duchowi porozmawiać z wnukiem. Przekazałam jego ostatnią wolę, przyprawiłam go prawie o zawał, a dzieciaka śmiertelnie przeraziłam. Po tym niewiarygodnie zacnym uczynku, wróciłam do domu, gdzie spotkałam się z dziwakiem, poruszającym się szybciej niż normalny człowiek. Milordzie, nadzwyczajnie produktywny dzień. Zasługujesz na swoją długo wyczekiwaną pizzę wegetariańską. Ej a gdzie jest ten dziadowski dostawca? Minęło już regulaminowe trzydzieści minut.
Jakby czytając mi w myślach, ktoś zapukał do drzwi. Tym razem zerknęłam przez wizjer, zanim otworzyłam. To była tylko formalność, ponieważ wiedziałam, że obcy nie zawita ponownie do mojego domu. Przynajmniej nie teraz. Prawdopodobnie musi dojść do siebie po spotkaniu ze mną. Nie, żebym się mu dziwiła. Też nie chciałabym poznać takiej osoby jak ja.
Uśmiechnęłam się do dostawcy, a ten oblał się rumieńcem. Był to wysoki, pryszczaty rudzielec, mający bladozieloną barwę oczu. Mógł mieć co najwyżej dwadzieścia jeden lat.
- Ppp... Pani pizza - wyjąkał przestraszony, podając mi jeszcze ciepłe pudełko. Prawie je wypuściłam, ponieważ chłopak nagle się odwrócił, aby się wymknąć. Hej, przecież nie jestem taka przerażająca. No, chyba nie...
- A co z pieniędzmi za towar? - zapytałam uprzejmie, przybierając potulny ton. Nie chciałam go jeszcze bardziej rozemocjonować.
- Nie trzeba - powiedział ostro, po czym widząc moją zadziwioną minę, dodał już spokojnie - Zapłacone.
Spojrzałam przez ramię na zegar. Możliwe, że mama, wracając do domu, spotkała na klatce doręczyciela i przekazała mu pieniądze. Może przypomniała sobie, że lodówka jest pusta i poszła do sklepu zrobić zakupy?
A wracając do naszego rudego towarzysza... Czyżbym się pomyliła? Może nie jest takim mięczakiem za jakiego go uważałam? Nagle ktoś z góry zatrzasnął drzwi. Chłopak podskoczył przestraszony. Okej, nie było tematu. To najzwyklejszy tchórz.
- A ty na co czekasz? - zaciekawiona czekałam na reakcję młodzieńca. Nie zawiodłam się. Zrobił się czerwony jak burak i zaczął jąkać jakieś przeprosiny, a następnie biegiem zszedł ze schodów.
Cicho się zaśmiałam, po czym pokręciłam głową z rozbawieniem. No cóż, tak tchórzliwej osoby dawno nie spotkałam. Weszłam do mieszkania z pachnącą i jeszcze ciepłą pizzą. Położyłam pudełko na stoliku w salonie, a potem rzuciłam się na kanapę. Z niecierpliwością otworzyłam opakowanie, w którym teoretycznie powinien znajdować się mój posiłek.
Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, kiedy zauważyłam, że do pizzy nie dołączono keczupu. A niech was wszystkich sczyści* - przeklęłam w myślach wszystkie żerujące na klientach zakłady przemysłowe.
Byłam taka zła, że nie zauważyłam dołączonego do opakowania liściku, pod którym zauważyłam znajome mi małe pudełeczko. To nie mama zapłaciła za tą pizzę. To on.
Szybko rozprostowałam w rękach list i zaczęłam zachłannie czytać. Nie dziwcie mi się... Na moim miejscu zrobilibyście tak samo. Nawet nie udawajcie, że nie. Przejrzałam szybko tekst wzrokiem, potem kolejny raz i kolejny, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Droga Ellie!
(czytaj: zmoro mego życia)
Gdy wychodziłem z budynku, zauważyłem tego chłopca z jedzeniem. Z tego co wiem, tylko ty potrafisz kupić taką ohydną pizzę. Wegetariańska? Serio? Nawet ja mam lepszy gust w kwestii posiłków. Przypomniałem sobie , że powinienem Ci coś dać. Ty nawet wiesz co. Zawartość tego pudełeczka jest bardzo ważna. Noś to zawsze ze sobą. Wszędzie. Chodzi tu o Twoje bezpieczeństwo. Możesz mi nie ufać, ale ten jeden, jedyny raz mnie posłuchaj.
Twój nowy przyjaciel
Postanowiłam zastosować się do rady nieznajomego. Nie wiem dlaczego. Może po prostu jestem głupia. Nawet nie znam jego imienia, a już wykonuję, wydane przez niego polecenia - pomyślałam.
Delikatnie dotknęłam czarnego pudełeczka. Obchodziłam się z nim tak ostrożnie, jakbym miała przed sobą co najmniej bombę jądrową. Powoli uchyliłam górną część paczuszki, tylko po to, aby natychniast jęknąć z zachwytu. Mimo, że nie byłam wielką miłośniczką biżuterii ( Nie miejcie do mnie o to żalu! Przecież mówiłam, że nie jestem ideałem kobiecości), ale nawet ja musiałam przyznać, że prezent był przepiękny.
Z nabożną czcią wyciągnęłam naszyjnik z opakowania. Na cienkim, przypominającym pajęczynę łańcuszku, zawieszony był kamień wielkości kurzego jaja. Zachwycała mnie sama barwa klejnotu. Ciemny niebieski łączył się z czernią. Ale nie to mnie najbardziej urzekło. Wewnątrz kamienia znajdowała się malutka, pięknie wyrzeźbiona róża, która wyglądała jak żywa. Co dziwne, od kwiatu bił wewnętrzy blask, rozświetlając cały klejnot, dzięki czemu wyglądał jakby był wykonany z samej energii. Co dziwne wisiorek swoją konsystencją i barwą przypominał ciemne szkło.
Patrzyłam jak urzeczona na złote światło, pochodzące od czerwonej jak krew róży. Zmieniałam położenie klejnotu, patrząc na zmieniające się pod wpływem słońca refleksy światła. Po kilku minutowej zabawie, założyłam naszyjnik na szyję. Z pewną ulgą przyjęłam ciężar wisiorka. Mimo, że miałam ten przedmiot od niecałej godziny, poczułam się z nim dziwnie związana. Jakbym po długim rozstaniu spotkała starego przyjaciela.
Oczywiście, tę magiczną chwilę musiała przerwać mama, wchodząca zmęczona do mieszkania.
- Ellie, jesteś tu? - zapytała głośno. Szybko schowałam naszyjnik pod bluzką. Jakoś nie chciałam się z nią dzielić tą tajemnicą.
- Tak - odpowiedziałam krótko, po czym dodałam - A kto by mógł tu być, oprócz mnie?
Weszła ciężko do salonu. Usiadła na fotelu. Nie uszło mojej uwadze, że nie odpowiedziała na zadane przeze mnie pytanie.
- Widzę, że zamówiłaś pizzę - powiedziała ze skruchą. Najwyraźniej przypomniała sobie, że to była jej kolej robienia zakupów.
- Oh, tak. Częstuj się. Ja jakoś straciłam apetyt - odrzekłam.
Dzięki dzisiejszym wydarzeniom, całkowicie zapomniałam o głodzie. Zapanowało milczenie.
- To ja pójdę do siebie - powiedziałam, widząc rodzącą się między nami ciszę.
Mama pokiwała głową, na znak, że rozumie. Wstałam z sofy, aby chwilę później wyjść z pokoju. Przy drzwiach zawahałam się, po czym je zamknęłam.
Niech Mary ma chwilę spokoju. Należy jej się... Ciężko mi to przyznać, ale to prawda. Od kilku tego dni ciężko pracuje, a do tego dochodzi jeszcze jeden problem.
U Sarah - najlepszej przyjacióki, a zarazem siostry mamy wykryto raka. Było mi jej żal. Przecież miała tylko trzydzieści lat i całe życie przed sobą.
Ruszyłam do mojej sypialni, zastanawiając się nad losem Sarah. Miałam nadzieję, że przeżyje. Każdy powiniem mieć szanse na lepszy byt.
Zmęczona od razu wskoczyłam do łóżka. Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
* - Moja ulubiona groźba <3 .
Dzisiejsza notka jest dosyć nudna, ale ważna w tej historii.
Bardzo przepraszam za wszelakie błędy pojawiające się w opowiadaniu.
Idealną polonistą to ja nie jestem...
Hej.
OdpowiedzUsuńNa początek dziękuję za info. :)
Więc...
Rozdział jak zawsze super blog dalej jest tajemniczy, przez co codziennie w szkole myślę co by tam mogło być dalej... XD
Ach, co to za mężczyzna!? A niech to szlag spodziewałam się że powiesz nam w tym rozdziale. :D
...
No i to chyba tyle. :)
POZDRAWIAM I WENY ŻYCZĘ. :)