wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział pierwszy - Zielona Czapeczka

No to jedziemy z pierwszym rozdziałem.
 Od razu informuję, że nie jest zbetowany.
 

Zielona czapeczka

     Tego dnia źle się czułam. Prawdopodobnie złapałam, panującą teraz grypę. Cały ranek przeleżałam w łóżku, podczas gdy moja mama była w pracy. Nic, dosłownie nic, nie odciągnęłoby ją od swoich obowiązków. Nawet moja śmierć.
     Nie, żebym się przejmowała. Przyzwyczaiłam się. Nic nie mogłam poradzić na to, że była taką osobą. W głębi ducha myślę, że tak jest lepiej. Ona nie interesuje się mną , a ja nią.
     Żyjemy pod wspólnym dachem, lecz łączą nas więzi czysto zawodowe, czyli Mary daje mi nocleg i wyżywienie, a ja chodzę do szkoły i nie narzekam. Fajny układ.
     Chociaż przyjemnie byłoby mieć osobę, której mogę wszystko powiedzieć. Ja niestety nie posiadam, chociażby jednej przyjaciółki. Nie przez wzgląd, że coś jest ze mną nie tak, ale przez ciągłe przeprowadzki.
     Bowiem moja mama jest bardzo dobrym prawnikiem. Ludzie z całego kraju dzwonią do niej po pomoc. Jak dotąd nie przegrała ani jednej  sprawy w sądzie, więc co za tym idzie, jej usługi są bardzo kosztowne. Tylko nieliczni mają na tyle pieniędzy, aby ją wynająć. Jednak mama nie zawsze zgadza się na każdą korzystną propozycje. Te najlepiej płatne są zazwyczaj najnudniejsze, np. rozwód pomiędzy bogatymi snobami. Takich zadań jest  przeważnie najwięcej i są najczęściej odrzucane przez Mary.
     Rzadko się zdarza, aby jakaś sprawa naprawdę ją zainteresowała. Jednakże, jeśli tak się już stało, to mama od razu przejmowała nad nią opiekę. Wtedy nie liczyło się nic poza tym wypadkiem. W takich okolicznościach pakowałyśmy cały nasz dobytek i ruszałyśmy do miejsca, w którym rozgrywa się ta akcja.
     Dlatego też nigdy nie miałam domu. Nie chodzi mi o budynek mieszkalny, tylko o poczucie przynależności. Nie miałam swojego kącika, do którego chciałabym wracać. Dzięki podróżom, nic mnie nie trzymało w jednym miejscu.
     Nie wiem co o tym myśleć. Większość ludzi pewnie cieszyłaby się z wiecznej wolności i braku obowiązków. Jednak wszystko z czasem się nudzi. Dni stają się takie same, nic już nie raduje. Prawdziwe szczęście wydaje się zamierzchłą przeszłością.
     Teraz patrząc przez okno na betonowy plac, na którym bawiły się dzieci, poczułam się bardzo samotna i opuszczona. Od zawsze wiedziałam, że jestem niekochana. To nie jest tylko smutna myśl ale i najprawdziwsza prawda. Mam tylko siebie. Od zawsze.
     Chciałam odwrócić wzrok... Oderwać się od bólu i przygnębienia.  Nie zrobiłam tego jednak. Niektórzy powiedzieliby, że jestem masochistką. Może tak jest. Odkąd sięgam pamięcią, to zawsze wszystko tłumiłam w sobie. Lęk przed nieznanym, cierpienie spowodowane samotnością. Tak, to określenie pasuje do mnie jak ulał.
     Nagle pośród dzieci wyłoniła się postać niskiego staruszka z laską, który przetrząsał okolicę wzrokiem. Jakby czegoś szukał. Rodzice maluchów nie zwrócili na niego uwagi. Ja też prawdopodobnie bym go nie zauważyła, gdyby nie fakt, że był... No cóż.. Martwy.
    Nie żył to mogę stwierdzić na pewno...  Nie miał także rozkładającego się ciała, co sugeruje, że nie żywił się ludzkim mięsem. Nie żebym kiedykolwiek widziała zombie. Nie... Za to często spotykałam duchy, czego dowodem był stojący wśród dzieci pan.
    Westchnęłam. Wiedziałam, co mnie czeka. Pośpiesznie zerwałam się z mojego niewygodnego łóżka i ruszyłam w stronę szafy z ubraniami. Ubrawszy na siebie  grubą, czarną bluzę z białym nadrukiem przestawiającym czaszkę i równie ciemne spodnie, ruszyłam do przedpokoju założyć buty.
     Zaśmiałam się pod nosem. Ten strój idealnie odwierciedlał mój nastrój. Wychodząc z mieszkania, dokładnie zamknęłam drzwi i zbiegłam ze schodów. Nie byłabym sobą, gdybym nie wywróciła się na ostatnim stopniu. Zdusiłam przekleństwo . Przynajmniej nie złamałam nogi.
      Z rezygnacją powlokłam się na plac. Wiedziałam, że rozmowa z umarłym nie będzie przyjemna. Prawdopodobnie obrzuci mnie kilkoma ciekawymi epitetami, gdy powiem mu, że nie żyje. Oczywiście on, nie ja.
     Wymusiłam na twarzy uśmiech i otworzyłam bramkę. Popchnęłam drzwiczki i weszłam pośród ludzi. Starałam się unikać wzroku podejrzliwych rodziców, patrzących niepewnie w moją stronę.
     Nie dziwiłam im się. Prawdopodobnie wyglądałam jak satanistka, mając na sobie tylko czarną odzież i pasujące do nich  obuwie. Nie pomagał też fakt, że ubraną miałam skórzaną kurtkę mamy (o dziwo była to najcieplejsza rzecz w domu). Przerażać ich mogła sama barwa moich kudłów. Krucza czerń kontrastowała z niebieskimi końcówkami, które podkreślały kolor tęczówek. Lekko poskręcane włosy spływały mi kaskadą do pasa.
     Nigdy nie rozumiałam kobiet, które ścinały się na krótko. Rozumiem, że jest to wygodne, koniec z ciągłymi kołtunami i czesaniem. Jednakże ja sama nie wytrzymałabym tych ciągłych przeciągów i częstego mylenia mojej płci.
     Byłam coraz bliżej niego. Wyczuwałam już jego aurę. Dziwny zapach drzew i grzybów. Musiał pracować w lesie. Ten człowiek prawdopodobnie był z zawodu leśniczym. Oczywiście, zanim umarł.
     Każdy człowiek zostawia na Ziemi swój ślad.  Może to być rzecz materialna lub mentalna. Do tej pierwszej grupy należą te wszystkie śmieci jakie podczas życia kolekcjonujemy: zdjęcia, biżuteria, książki, antyki...  Nie wspomnę nawet o pieniądzach.
     Niekiedy zaś, ludzie zostają pomiędzy żywymi jako duchy, tylko dla hecy. Uwielbiają gnębić swoich nic niespodziewających się wrogów. Jednak w większości przypadków, zmarli na coś czekają. Albo na kogoś. Chcą także porozmawiać z bliskimi, przekazać swoją najbardziej skrywaną tajemnice, przeprosić za błędy popełnione w młodości, itp.
- Dzień dobry!- zaczęłam, mając nadzieję, że brzmię dosyć optymistycznie- Szuka pan kogoś?!
 Nie przejmowałam się ciekawskimi spojrzeniami ze strony zarówno dorosłych, jak i dzieci.  
     Skupiłam się na duchu staruszka, ubranego w strój leśniczego. Czyli trafiłam...
- Nie mówisz tak krzyczeć, młoda damo. Nie jestem głuchy - powiedział, przypatrując mi się krzywo - A wracając do twojego pytania, zgubiłem wnuka.
- Jak wygląda? Mogłabym pomóc go znaleźć! - zaoferowałam pomoc, licząc na to, że nikt nie zadzwoni na policje albo szpitala psychiatrycznego.
- Młody, dziesięć lat, blondyn z brązowymi oczami - wymieniał.
-Jakieś cechy szczególne?
- Zielona czapka z daszkiem. Kupiłem mu ją na urodziny miesiąc temu - odrzekł z dumą staruszek.
      Nic nie odpowiedziałam. W świecie duchów czas nie płynie tak jak u ludzi. Dla niego to mogło być miesiąc temu, a dla nas kilka lat wstecz.
      Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło. Zaważyłam wychodzącego z placu zabaw chłopca, noszącego na głowie zieloną czapeczkę .
- Widzę go - szepnęłam, po czym lekkim krokiem ruszyłam do furtki.
      Nie chciałam wzbudzać kolejnych podejrzeń. I tak ludzie uważali mnie za wariatkę.Nie złapałam dziecka od razu. Najpierw poczekałam , aż się oddalimy od wścibskich oczu.
      Okazja do rozmowy nadarzyła się pięć minut później, kiedy to przechodziliśmy przez park. Na szczęście nie było w nim nikogo, kto mógłby nam przerwać konwersację.
       Pobiegłam szybko i zagrodziłam chłopcu drogę. Złapałam za rękę, aby nie uciekł. Próbował się wyrwać z mojego uścisku.
- Czekaj. Chciałam porozmawiać. Nie chcę ci zrobić krzywdy- powiedziałam szybko.
- Puszczaj mnie - krzyknął chłopiec zrozpaczony.
- Ale obiecaj, że nie uciekniesz.
      Dziecko pokiwało głową. Wypuściłam jego rękę. Na szczęście, nie puścił się biegiem do bardziej zaludnionej części tego miejsca.
- Usiądziemy? - wskazałam na ławkę, która stała niedaleko nas. Nie czekając na odpowiedź, podeszłam do niej i rozwaliłam się na siedzeniu. Po chwili wahania, chłopiec do mnie dołączył.
- To o czym chciałaś gadać? - W jego głosie pobrzmiewała nuta rezerwy.
- O twoim dziadku. Jak i kiedy zmarł...  - przerwałam, widząc jak zaciska ręce w pięści.
- Zginął dwa dni temu. Od kuli. Ktoś pomylił go ze zwierzęciem...
- Był leśniczym. To od niego dostałeś tą czapkę- powiedziałam z pewnością.
- A ty skąd to wiesz?!- zdziwił się.
- Od niego - powiedziałam krótko - Stoi tuż obok ciebie. Ma na sobie zielony strój  i ciężkie buty. Na jego nosie widnieją okulary z grubymi szkłami.
      Dziecko odskoczyło ode mnie jak oparzone. Nawet nie spostrzegłam, kiedy się zbliżył.
- Kłamiesz! - krzyknął, a w jego głosie pobrzmiewała nuta strachu, a zarazem zainteresowania.
- Po co miałabym cię okłamywać?-  zapytałam, patrząc w oczy dziecku, aby następnie przenieść wzrok na ducha.
      Mężczyzna wyglądał na rozzłoszczonego. Nie dziwiłam mu się. W końcu od kilku dni nie żyje, a jedynym pośrednikiem pomiędzy nim a jego wnukiem jest siedemnastoletnia smarkula, która wygląda jakby wyrwała się z piekła.
- Dziadku chciałbyś coś przekazać młodemu? No wiesz, powiedzieć, gdzie leżą twoje wszystkie oszczędności albo wyjaśnić mu, że jest adoptowany? - uśmiechnęłam się przymilnie. Myślałam, że mężczyzna mnie udusi. Był cały czerwony i trzęsły mu się ręce.
      Wbrew wszystkim przesądom, starzec nie był półprzezroczysty. Wyglądał normalnie. Dlatego ducha  najlepiej poznać po ubraniu lub zachowaniu. Osoby, które umarły niedawno, mają inną gwarę niż ludzie z lat pięćdziesiątych.
- Dziewczynko, nie rób ze mnie pośmiewiska - rzekła zjawa.
      Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Następnie wyszczerzyłam zęby i zwróciłam się do chłopca, który siedział nieopodal mnie.
- Ostatnią wolą twojego dziadka jest poinformowanie cię , że jesteś dziewczynką. Gratuluję - powiedziałam uroczyście.
      Dziecko zdębiało, duch zresztą też.
- Ty.. Ty - powtarzał starzec.
- Powiedział także, żebyś nie robił mu wstydu - Przyjrzałam się dziecku- Ma prawo tego żądać. Wyglądasz jak chłopczyca.  Mama nie kupuje ci sukienek?
      Chłopiec patrzył na mnie przerażony, a duch wyglądał jakby miał dostać zawału.
- Nie powiem, też nie lubię sukienek.  Wolę stare, porządne jeansy. Nie jestem także zwolenniczką spódnic. Cholerne przeciągi - wyjaśniłam dumna z siebie.
- Nie jestem... dziewczynką - wykrztusiło dziecko.
- Wiem, też nie czuję się kobieca. Lecz lekarze nie kłamią. Piszą jak kura pazurem, ale nie kłamią - uśmiechnęłam się do młodego. Uwielbiam sobie żartować z denerwujących duchów i okolicznych przechodniów.
- Może za pieniądze dziadka, kupimy ci kiedyś kieckę na dyskotekę -zaproponowałam chłopcu, podczas gdy duch wyzywał mnie od najgorszych.
      Ciekawe słownictwo. Nie powiem. Przyda mi się w momentach kryzysu emocjonalnego. Gość klnie lepiej od niektórych szewców. Cóż nie wiadomo czym się  zajmował w młodości. Może był uczniem rzemieślnika...
      Postanowiłam skończyć moją zabawę. Nie chciałam doszczętnie przerazić dziecka, ani przyprawić dziada o zawał. Chociaż i tak nic by mu się nie stało. Nie może umrzeć drugi raz. Starzec, nie dziecko.
- Chciałby pan coś jeszcze przekazać? - zapytałam niewinnie.
 Duch popatrzył na mnie z nienawiścią. Zatrzepotałam rzęsami, udając niewiniątko.
- Ty! Mała! Głupia...  - przerwał swoją wyliczankę, widząc, że powtarzam za nim każde jego słowo.
- Po prostu powiedz, że klucz do małej, drewnianej skrzynki  z moimi oszczędnościami jest w doniczce na parapecie. Ukryłem go pomiędzy czerwonymi pelargoniami.
 Ha! Wiedziałam, że schował pieniądze. Jeśli  o coś chodzi, to tylko o pieniądze. Wesoła w duchu, ( Ha!) powierzyłam sekret małemu, któremu na wieść o bogactwie, zaświeciły się oczy.
 - Powiedz dziadkowi, że dziękuję - rzekł do mnie z łzami w oczach.
-  Przecież on cię słyszy - odpowiedziałam zdziwiona- Albo i nie - dodałam, widząc zdezorientowaną minę ducha.
      Starość nie radość. Młodość nie wieczność. No chyba, że umrzesz w jako dziecko i zaczniesz straszyć w kamienicach. Polecam, Biała Dama.
      Dziecko zaczęło coś mówić pod nosem, po czym odwróciło się i uciekło. Żadnego dziękuję, hę? Ja tu flaki wypruwam, a ten mi nawet nie podziękuje. Bu...
      Jednak na końcu alejki, chłopiec zawrócił i mi pomachał. Chociaż tyle. Spojrzałam na mojego towarzysza.
 Sylwetka starca zaczęła się  rozmywać. To tylko tyle? Żadnych wzruszających pożegnań? Nic? Na serio?
 - Powodzenia w piekle - powiedziałam do znikającej już postaci. Nie mogłam się powstrzymać.

 


5 komentarzy:

  1. Witam
    Na początek dzięki za info ^^
    A co do treści to piszesz naprawdę fajnie i cała historia zapowiada się ciekawie lecz jest to twój pierwszy wpis, więc za wiele nie powiem. Nie mniej jednak już nie mogę doczekać się na nn ;*
    Pozdro, weny i wesołego sylwestra życzę
    POISON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa.
      Tak jak mówiłam, jestem zielona w tych wszystkich sprawach, dotyczących bloga. Nie wiem w ogóle, skąd wziąć ciekawy szablon, zrobić nowe strony na np. spam itp. Ten blog powstał na skutek impulsu i braku jakiegokolwiek przemyślenia. ( Gdybym jeszcze trochę nad tym pomyślała, to zrezygnowałabym z tego pomysłu).
      Zastanawiam się także nad fabułą tej historii. Waham się między zmierzchowym ff ,a całkiem nową opowieścią.
      Byłabym wdzięczna za jakiekolwiek rady.
      Życzę wesołego Nowego Roku.
      EmoDziewka

      Usuń
  2. "Dziecko ode mnie jak oparzone." - myślę, że uciekło Ci słówko.
    W dialogach nie piszemy od wielkiej litery zwrotów Cię, Ty, Twoje, etc.

    Piszesz całkiem, całkiem. Pomysł do złudzenia przypomina mi serial o duchach, ale muszę przyznać, że w blogosferze jeszcze nie widziałam czegoś takiego.
    Co do pomocy, to może ja? Siedzę w tym już trochę i mogę Ci coś poradzić :)
    Pozdrawiam,
    Mad :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Co do błędów.. Rozdział ten pisałam po godzinie 23 i nie sprawdziłam dokładnie pisowni. Tak jak wspominałam, blog powstał na skutek impulsu. Gdybym miała więcej czasu, to nigdy nie zdecydowałabym się na taki krok.
      Szczerze, to wiem, że istnieje serial o duchach - ,, Zaklinaczka duchów'' ? Coś w tym stylu. Obejrzałam nawet jeden odcinek z tej serii. Jednak nie opieram mojej opowieści na tym programie.
      A poza tym.. Chętnie skorzystam z twojej pomocy. Sama się w tym wszystkim gubię. Nie wiem skąd wziąć ciekawy szablon ani jak stworzyć podstrony typu : bohaterowie, spam itp.
      Dziękuję za skomentowanie tego bloga. Wątpiłam, że w ogóle ktoś go czyta. Zaraz postaram się poprawić błędy.
      Pozdrawiam serdecznie,
      EmoDziewka :D

      Usuń
    2. Tak, coś w tym rodzaju.
      Co do pomocy, możesz napisać do mnie na pocztę (affy@onet.pl), staram się wchodzić w miarę często :)
      Pozdrawiam,
      Mad :*

      Usuń